SZANOWNI PAŃSTWO
Zwracamy się z ogromną prośbą o pomoc w zgromadzeniu środków na leczenie i rehabilitację naszego synka Wiktora Kubicza.
Możesz pomóc przekazując 1% podatku za 2011 na Subkonto Wiktora 
Wiktor ma 17 lat. Sześć lat wczesniej poznawał świat wszystkimi zmysłami. Świetnie się uczył, pochłaniał książki, bez trudu ogrywał przeciwników w szachy, bawił się z młodszą siostrą. Wszystko zmieniło się w wielkanocne popołudnie za sprawą szaleńca za kierownicą, który zmasakrował naszego syna na naszych i naszej córki oczach. Straszliwie okaleczony, po ciężkim uszkodzeniu mózgu, przez ponad miesiąc był w śpiączce. Po tym czasie nastąpił okres permanentnej bardzo wysokiej gorączki, której towarzyszyły niewyobrażalne poty. Następnie Wiktor zaczął otwierać oczy, jednakże był w stanie półprzytomności, nie było z nim najmniejszego kontaktu, nie reagował na najprostsze polecenia słowne.
Lekarze nie podejmowali żadnych decyzji, co do rokowań na przyszłość. Nam, jako rodzicom pozostawała wiara i przekonanie, co do wyjątkowości naszego syna. Od niego czerpaliśmy siłę. Pamiętaliśmy bardzo dokładnie jakim dzieckiem był przed wypadkiem nasz syn. Zawsze tryskał dziecięcą energią, wszędzie go było pełno, ambitny, uparty. Był bardzo radosny, otwarty na nowe doświadczenia, rozpierał go apetyt na życie. Komputer nie miał dla niego tajemnic, w szachach zwyciężał już po trzech ruchach. Świetnie pływał, jeździł na rowerze i na nartach. Inteligentny, błyskotliwy, czytał mnóstwo książek. Zafascynowany był zwłaszcza serią przygód Harrego Pottera. Pokaźne tomy o perypetiach małego czarodzieja połknął jednym tchem jeszcze w drugiej klasie. Czwartą klasę w SP nr 12 w Starachowicach ukończył na piątkach i szóstkach. Świadectwa z czerwonym paskiem nie zdołał już, niestety, odebrać osobiście. Zrobiła to w jego imieniu młodsza siostra, 6-letnia Julia. Gdy inne dzieci cieszyły się z początku wakacji, Wiktor walczył w krakowskiej klinice o życie.
27 marca 2005 roku, w niedzielę Wielkanocną runął nasz dotychczas szczęśliwy i beztroski świat, nasze życie rodzinne legło w gruzach. Wyszliśmy na zwyczajny, poobiedni spacer. Spacerując po chodniku, rozmawialiśmy. Nagle nie wiadomo skąd pojawił się samochód pędzący z zawrotną szybkością. Koła pojazdu niemal frunęły w powietrzu. Kierowca, 19-letni chłopak pruł przynajmniej "setką" w miejscu, gdzie powinien jechać 20 km na godzinę. Wjechał na chodnik jak pocisk. Nieudaczny pseudorajdowiec wpadł na Wiktora, roztrzaskał mu głowę, zranił mózg, połamał kości ręki, nogi i odrzucił kilkanaście metrów dalej. Po 3 dniowym pobycie na oddziale OIOM Powiatowego Szpitala w Starachowicach, ciągle nieprzytomny, w krytycznym stanie helikopterem został przewieziony do Instytutu Pediatrii Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie - Prokocimiu. Tam zoperowano mu połamane na kawałki kończyny, zespalając je śródszpikowo drutami. Lekarz nie krył, że stan jest krytyczny. Przez 20 dni za Wiktora oddychał respirator. Przez 3,5 miesiąca bez chwili przerwy byliśmy przy swoim dziecku. Po 3 tygodniach chłopiec otworzył oczy, ale nie odzyskał świadomości. Miał częściowo zniszczony płat czołowy i skroniowy oraz stłuczony pień mózgu. Nie mówił, nie reagował na bodźce, nie potrafił przełykać, był niemal całkowicie bezwładny. Męczyła go 40 - stopniowa gorączka, bardzo silne poty i prężenia ciała. Nie byliśmy pewni, czy widzi i słyszy. Ale nie zamierzaliśmy się poddać. Rozmawialiśmy z nim jak ze zdrowym człowiekiem, czytaliśmy książki, włączaliśmy ulubioną muzykę. Motywowaliśmy go wszelkimi sposobami "do powrotu". Wiktor wrócił z Krakowa 15 lipca 2005 roku. Nadal był w złym stanie, odżywiany przez sondę i tylko z jedną ręką częściowo sprawną. Dwa tygodnie spędził w domu. Pobyt w domu był dla niego dobrą formą rehabilitacji. To w domu pierwszy raz się zaśmiał w głos. Rozśmieszył go dźwięk dziecięcej zabawki. To była dla nas jedna z najszczęśliwszych chwil po wypadku. Wiktor przebywa obecnie już po raz drugi na 6 tygodniowym turnusie rehabilitacyjnym w Świętokrzyskim Centrum Rehabilitacji w Czarnieckiej Górze. Wiemy, że leczenie naszego synka może potrwać latami, a efektu nikt nie potrafi zagwarantować. Lekarze twierdzą, że niezwykle intensywna i bardzo długa neurorehabilitacja, może poprawić stan Wiktora.
Do niedawna pojęcie rehabilitacji stanowiło dla nas tylko termin z mediów czy książek. Teraz z dnia na dzień odkrywamy głębokie znaczenie tego słowa i procesu.
Codzienna tytaniczna wręcz praca Wiktora dała już efekty. Ćwiczenia kinetyczne usprawniają jego motorykę. Wiktor potrafi już sam obracać się na materacu. Sam siada, choć z trudem jeszcze utrzymuje równowagę. Marzymy by przeszedł sam chociaż kilka kroków. Wierzymy, że to nastąpi. Wierzymy, że wkrótce. Wymaga to codziennych kilkugodzinnych ćwiczeń. Nie możemy zapominać jednakże, że Wiktor jest nadal dzieckiem. Musimy dbać o jego psychikę i stale go motywować. Bardzo intensywne terapie logopedyczne zaowocowały pod koniec września pierwszymi wypowiedzianymi słowami. Obecnie w połowie listopada Wiktor mówi już pełnymi zdaniami, chociaż nadal dosyć niewyraźnie, bez ekspresji. Te zaburzenia mowy specjaliści określają jako afazja ruchowa. Nie ma, na szczęście, żadnych przeszkód by poprzednia sprawność werbalna wróciła. Jednak warunkują to systematyczne ćwiczenia logopedyczne ze specjalistami.
Od chwili wypadku mija prawie 6 lat. Wiktor nieprzerwanie poddawany jest rehabilitacji. Uczestniczy w turnusach rehabilitacyjnych poza miejscem zamieszkania, jak również codziennie poddawany jest terapii w domu. Musimy zagwarantować mu dalszą, stałą systematyczną rehabilitację w warunkach domowych. Konieczne jest wyposażenie mieszkania w niezbędne do terapii przyrządy i przybory. Wiąże się to z bardzo poważnymi wydatkami, których samodzielnie nie jesteśmy w stanie ponieść. Tym bardziej, że jedno z nas – Roman - tata Wiktora, chcąc stale i aktywnie uczestniczyć w terapiach Wiktora, zrezygnował całkowicie z aktywności zawodowej. Dzięki pomocy najbliższych, rodziny i przyjaciół, ludzi dobrego serca, mogliśmy myśleć i działać w jednym celu- postawić Wiktora na nogi. Mogliśmy kontynuować specjalistyczne terapie, niezależnie od tego, co i tak w bardzo okrojonej formie udostępnia NFZ. Z głębi serca za to dziękujemy. Jednakże potrzeby są naprawdę duże. Obawiamy się, że sami nie będziemy w stanie pokryć wszystkich kosztów rehabilitacji Wiktora.
Stąd nasz apel do Państwa o pomoc.
Anna i Roman Kubicza
Rodzice Wiktora
Copyright
Wujek Dany 2012
Ostatnia aktualizacja:2012-01-24